poniedziałek, 6 marca 2017

Obowiązek

Mieć chorobę, przy której nie masz czasu odpocząć, ze względu na naukę, jest jak jechać na urlop do biura. Jest tak wiele rzeczy, które chciałbyś zrobić, a coś cię przed nimi powstrzymuje.
Co?
Być może motywacja dostania dobrej oceny. W końcu to co masz w głowie składa się kiedyś na przyszłość, w której albo lądujesz na śmietniku, albo podlizując się szefowi, aby utrzymać się na marną wypłatę, lub też z własną firmą, bogactwem, powszechnym szacunkiem i sławą. Dlaczego wiec czuję przed tym całkowitą obojętność? Mam wrażenie, że nie uczę się dla samej siebie i po to by pokazać innym 'patrzcie na co sobie zapracowałam'! Czuję się jakby to było coś przymusowego. Narzucanie obowiązku. Co prawda nauka dla osób w wieku szkolnym nie jest prawem, lecz obowiązkiem, a jak wiadomo lista zakazów i nakazów, do łatwiejszej współpracy powinna być już dobrze znana. Jednak nie czuję satysfakcji. Rodzice popychają mnie w kierunku szkoły, gdy również potrzebuję czasu dla samej siebie. 
Czy naprawdę ludzie są skonstrowani jak roboty? 
Maszyny działające tylko na czyjś rozkaz? Póki nie mam 18 lat mam słuchać się starszych dla własnego dobra. Rozumiem, że wszystko jest dla mnie, ale nie czuję się z tym dobrze. Zajęłabym się czymś, kiedy czas by na to pozwolił. Nie widzę sensu w tym jak inni cię pośpieszają do tego w momencie, w którym nie masz na coś ochoty. Doba ma 24h. Każda godzina ma 60 minut. Każda minuta ma 60 sekund. Czasu na nic nie zabraknie. 

wtorek, 28 lutego 2017

Poszukiwany

Na pozór każdy z nas jest uzależniony - od towarzystwa innej osoby. Każdy zna ból związany z tęsknotą za kimś, ale nie każdy zna utratę. Nie chodzi tu o samą śmierć, lecz o relacje. Szukamy kogoś kto potrafi być dla nas miły, szczery, pomocny... Mnie wystarczało by tylko aby pamiętał. Idealizujemy te najlepsze osoby, nie zwracamy uwagi na ich wady, ale po jakimś czasie dają góry nad tamtą osobą. Powstają kłótnie. Drobne błahostki. Z czasem te lekkie rany się goją. Są jak siniaki - po jakimś czasie wszystko wraca do normy. Jednak zapomnienie to rana stała, nie możemy nic z nią zrobić.
Co się stało?
Cała relacja pryska jak czar. Najpierw jest milczenie. Następnie zastanawiam się 'czy ja go znam', przechodząc koło tej osoby, choć tęsknota rozrywa serce na miliony strzępów. Wspomnienia nie są jak zdjęcia, nie można ich usunąć. Pamiętasz jego uśmiech, to jak ci pomagał w ciężkich chwilach, bronił, rozmawiał, żartował. Byłaś dla niego ważną częścią życia, kimś za kim się idzie przez lata u boku.
Byłaś?
Głucha cisza. Oczy skierowane w przeciwne kierunki. Przepraszałam miliony razy. Szarpnęłam za bluzę z krzykiem - 'Może byś zwrócił na mnie uwagę!' Obecność. Nigdy nie wymagałam za wiele, więc dlaczego nie mogę tego dostać. Nie jestem 5-letnim dzieckiem proszącym mamusię o zabawkę. Mam jakieś cele w życiu, a żeby przez nie przebrnąć nie mogę być zawsze samotna. Wsparcie i  pomoc. Nie jestem chamską, samolubną, egoistką i zdanie tej osoby jest dla mnie podwójnie ważne. Brakuje mi tego.
Czego?
Jego. Wiedziałam o nim dużo, a on o mnie jeszcze więcej. Zaufałam, a jego wady dały nad nim górę. Wykorzystuje to przeciwko mnie, bo przecież ma lepszych przyjaciół. Dowiedział się na tyle, że nie chce mnie znać. Dostrzegałam w nim same zalety. Co prawda wiedziałam, że jest chamski, skupiał się na sobie, ale zawsze przy nim byłam. Nie ważne jaki miał humor, czy był obrażony na cały świat, czy uśmiechnięty specjalnie dla mnie. Cokolwiek by nie zrobił byłam o krok za nim.
Więc dlaczego mnie odrzucił na bok?
Nie jestem idealna. Nikt nie jest. Ale w jego oczach są osoby lepsze. Jestem zużytą zabawką, śmieciem. Powinnam radzić sobie sama.
,,Chcesz na kogoś liczyć? - Licz na siebie".
Jestem wrażliwa, rozdarta w środku i nie daję sobie rady sama. Był moim oparciem przez długi czas. Radziłam sobie, a problemy odkładałam na bok. Teraz to wszystko powróciło. Smutek spływa po moich policzkach, słonymi kroplami. Chciałabym go znowu widzieć, ale boję się odezwać. Słowa ani gesty nie pomogą. Tacy jak on się nie zmieniają.
Poszukiwany!
-Za prawdę.
-Za docenianie osób, które są dla ciebie a ty dla nich.
-Za piękne wspomnienia.

wtorek, 14 lutego 2017

Tryb - Walentynki

Słyszę głosy. Szepty rozchodzące się wzdłuż zapełnionego ludźmi korytarza szkolnego. Ich zimny wzrok zwrócony jest w moim kierunku. Widzę to. Czuję z każdym oddechem. Fala negatywnej energii rozsiewana z każdym milimetrem kolejnych cichych kroków. Jak kozioł ofiarny idący na poświęcenie dla swego pana. Wszystkie wyzwiska, mamrotane wśród moich rówieśników. Wszyscy obgadują za plecami, a wykrzyknąć i bezpośrednio nazwać mnie od 'szmaty' już nie potrafią. Mówią to całemu światu, a jednocześnie zachowują to tylko dla siebie. Żartobliwa gadka z ich strony, lekki chichot. Mnie to nie bawi. Ból rozdziera me serce na kawałki jak zatruta strzała. Z trudem powstrzymuję łzy. Pewnym siebie, szybkim krokiem, lecz z haniebnie nisko spuszczoną głową opuszczam dolne piętro, kierując się na schody.
Czy walentynki spędza się samemu?
Bo przecież lepiej samemu, niż z kimś fałszywym. Jednakże smutek kuje samotne serce wrażliwej dziewczyny. Wszyscy omijają mnie z pewną obojętnością, a ci, od których oczekuję pomocy, po dłuższym czasie mówią 'współczuję'. Nie obchodzi mnie to puste, bezwartościowe słowo. Chciałabym, żeby podszedł ktoś, kto poda mi rękę i z lekkim uśmiechem powie 'Chodź! Pokażę Ci świat, który zrozumiesz'. Nie oczekuję zbyt wiele. Trochę wyrozumiałości i szacunku. Może byłoby to wystarczającą motywacją do zachowania choć drobnej części swojej godności, ukrytej gdzieś głęboko wewnątrz mnie.
Jak reszta spędza ten piękny dzień?
Nie twierdzę, że wszyscy mają swoje ukochane osoby, 'miłość na całe życie', ale na pewno nie siedzą skuleni w rogu schodów, wcinając swoją ostatnią kanapkę z 2 śniadania.
Dlaczego jestem obiektem znienawidzenia?
Nie trzeba zrobić czegoś konkretnego, żeby nim zostać. Ale jednak wiesz, masz tą świadomością, że czymś się od nich różnisz. Nie jesteś wyjątkowy. Jesteś zwyczajny. Tylko w inny sposób. Oczywiście niewielka część społeczeństwa akceptuje to. Lubią twój charakter, gest, nawyki, uśmiech. Na ogół dużo się śmieję, ale ktoś musi mi dać ku temu powód.
Na szczęście nie siedzę sama na wszystkich lekcjach, więc kochany przyjaciel podzielił się ze mną pączusiem po połowie. Dodatkowo cudowny jest fakt, że mogłam oprzeć swoją główkę na jego ramieniu i zmrużyć oczy ze zmęczenia, gdy czytał na głos zadaną czytankę z podręcznika. Czasem brakuje mi takiej bliskości z kimkolwiek.
Czy dostałam kartkę walentynkową?
Po tym wszystkim nawet jej nie oczekiwałam. Ale wspaniałym prezentem było dostrzec uśmiech osoby, która mnie toleruje i od czasu do czasu nawet przychodzi na przerwie porozmawiać - na każdy temat.
Wszystko mi jedno czy obchodzę walentynki, czy tak zwany 'Dzień Singla'. Mam takie same oczekiwania od obu dni.
Szacunek
Uśmiech
Miłość (chociaż przyjacielska)
Współpraca
To mój sposób na idealizację świata, który istnieje w mojej wyobraźni i dookoła mnie.

niedziela, 29 stycznia 2017

Uśmiech jak złoto

Ferie się kończą, właśnie dzisiaj, za godzinę. Może nic nie osiągnęłam, nie zrobiłam nic ambitnego, ale zapamiętam ten rok na długo. Wyjazd w góry - hotel, do którego jeździmy co roku, bo właściciele willi są znajomymi rodziców. Nigdy nie lubiłam spędzać tam czasu. 

Dlaczego?
1. Spacery w górach to nie moja bajka. Nie widzę większego celu w 'podziwianiu natury' i chodzeniu przed siebie bez większego celu. W dodatku to strasznie męczące i kosztuje wiele energii, tym bardziej, że z natury mogłabym robić za postać promującą jeden z grzechów głównych - 'lenistwo'.
2. Nie szczególnie potrafię się dogadać z synem tamtych ludzi. Znam go od 5 klasy podstawówki, czyli dość sporo czasu. Podczas gdy ja wydoroślalam, on nie zmienił się nawet ciupinkę, nadal jest dzieckiem. Jest ode mnie rok młodszy, choć nie zwracam uwagi na wiek. Jednak jego zachowanie mówi samo za siebie, że coś jest nie tak. 

Dlaczego więc te ferie były takie wyjątkowe?
W ośrodku był również chłopak w moim wieku, z którym spędzałam każdą wolną chwilę. Z natury jestem nieśmiała, więc cieszę się, że on zagadał pierwszy, bo ja bym tego w ogóle nie zrobiła. Rozmawialiśmy. Dużo. O wszystkim. On był tą osobą, przy której mogłam się wyluzować, poczuć szczęście i ogólnie porozmawiać. Dużo się uśmiechał, ale to nie był zwykły uśmiech. Był śliczny. Taki drobny gest, a widać było w nim cały jego charakter i podejście do wszystkiego. Otóż był dla mnie bardzo miły, co doceniam, bo niezbyt wiele ludzi jest dla mnie takie. Ten jeden drobny gest sprawiał, że serce mi dygotało. Oddałabym wiele, żeby jeszcze raz go zobaczyć. Tyle optymizmu i radości w jednym wyrazie twarzy. Na swój sposób mu tego zazdroszczę. Mój pesymizm przewyższa mój wzrost, mówiąc prościej, żadko się śmieję. Przy nim robiłam to cały czas. Brakuje mi tego. Chcę znów cofnąć czas. 

A wy co?
Ferie przed kompem? Polecam poznać nowych ludzi - jeśli macie odwagę.



czwartek, 12 stycznia 2017

Bitwa na śnieżki

Powrót do domu po szkole... Zima... Dużo śniegu...
Co pierwsze kieruje się na myśl? Bitwa na śnieżki. Dla osób w tym wieku co ja, to przecież sama frajda, bo to czas szaleństw, śmiechu i wygłupiania się.

Opis dzisiejszego dnia, a dokładnie ta historia zaczęła się od powrotu do domu. Jako, że nasza szkoła jest sporo oddalona od miejsca zamieszkania większości osób, wszyscy dobierają się grupkami i wracają razem. Niestety z moją klasą spokojny powrót do domu w samotności jest niewykonalny. Znajdowałam się w 4 osobowej grupce (wliczając w to mnie). Nie szczególnie przepadałam za którąkolwiek z tych osób, ale nie miałam innego wyboru. Zaczęła się bitwa. Nie uczestniczyłam w niej.
Dlaczego?
Albo powodem jest czyste lenistwo, albo sam fakt, że noszę okulary, więc:
1. Szkoda by było gdyby się uszkodziły
2. Nie chciałoby mi się ich czyścić
Przez dłuższy czas zastanawiałam się, co ja tam w ogóle robię. Szłam i tępo wgapiałam się jak lepią malutkie kulki ze ślicznego, białego puchu po czym z niewielką siłą rzucają nimi w siebie wzajemnie. Widok ich uśmiechniętych twarzy i wielkiej radości budującej się w ich oczach był dość przyjemny... Ale do czasu... W pewnym momencie to wszystko prysło. Jak łapczywe i złośliwe sępy, zaczęli nabierać w swoje łapska tyle śniegu, ile tylko dało się unieść i rzucali nim w siebie najmocniej jak potrafili. Wszyscy byli przemoczeni, a na twarzach wymalowana była złość. Zaczęły się wyzwiska, przekleństwa, gonitwy i krótkie bójki.

Czy  naprawdę śnieg może zepsuć przyjaźń?
Między dwójką z nich przez to całe zajście powstała spora kłótnia. W sumie średnio mnie to interesowało, bo to tylko drobna błahostka, ale denerwowała mnie jedna rzecz. Dziewczyna, która szła koło mnie krzyczała na chłopaków z przodu, że zaś zaczynają, kiedy kilka sekund wcześniej sama rzucała w nich śniegiem. Jak oni jej oddawali, to zaczynała się taka ilość przekleństw i wyzwisk, że można było się zastanawiać czy chociaż jedno słowo w pojedynczym zdaniu nie należało do brzydkich słów. Twierdziła, że to wszystko to ich wina i są debilami, nawet nie umieją pomyśleć. Czy tam ktokolwiek myślał? No bo bez przesady robić z tego taką poważną sprawę.
Zimno Ci? Jesteś już zmęczona? Nie masz już na to ochoty? To powiedz to, a nie udawaj niewiniątka i nie zwalaj winy na innych, skoro problem tkwi w twoim zachowaniu i podejściu do nich i całej bitwy.

Jak to możliwe, że oni nawet nie zwrócili na mnie uwagi?
Hmm... Na końcu dostałam cios śnieżką w twarz, więc i tak musiałam czyścić te okulary, bo średnio było przez nie cokolwiek widać. Dlaczego oberwałam? Przypadkiem! Celował w kogoś innego;_;. Life is brutal.

niedziela, 8 stycznia 2017

Plakat

Po 3 dniach nie robienia niczego, ze względu na wolne, w końcu musiało się stać to -robienie plakatu w dwuosobowych grupach do szkoły. Jedyny sposób na spotkanie się z kimś, czy pod przymusem, czy nie, trzeba to zrobić. Plakat o temacie 'Akademia Dojrzewania'. Średnio interesującę. Przynajmniej mówię to za siebie. Znajomej z klasy ewidentnie się podobał, ze względu na to, że nie trzeba było robić dużo tekstu, tylko skupiać się głównie na rysunkach, którymi z kolei zajęłam się ja.

Czy jestem dobra w rysowaniu?
Po tym co odwaliłam, sama nie mam pewności. Lubię rysować. Wiadomo, jakieś hobby w życiu trzeba mieć. Jednak nie na tym chciałabym się w poście skupić, bo nie specjalnie lubię mówić o sobie i chwalić się czego to ja nie potrafię, bo jak przyjdzie co do czego, to i tak wszystko zepsuję. Mam zamiar omówić temat plakatu.

Z czym wam się kojarzy 'Akademia Dojrzewania'?
Na początku każdemu przychodzi do głowy coś głupiego. Więc chwilę pomyślcie. O czym? O tym jak całe życie się zmienialiście, żeby dojść do tego momentu, w którym utknęliście teraz. Miliony czynników każdego dnia wpływa na nasze zachowanie, psychikę, ogólnie to jakimi jesteśmy. Czy można powiedzieć, że w przyszłości dalej będziemy tym, kim jesteśmy? Na pewno w drobnej części. Staniemy się doroślejsi, rozważniejsi, lepsi w podejmowaniu dobrych decyzji i prawdopodobnie będziemy uczyć tego innych, obserwując ich kolej, na tą zmianę dążenia do bycia dorosłym. 

Ale czy nie należy się cieszyć chwilą?
Otóż to! Bo przecież na tym polega życie. Dorastanie jest czymś, co i tak nas nie ominie, więc po co się tym przejmować. W końcu sami kierujemy swoim życiem i sami zdecydujemy jacy będziemy.

Co jest charakterystyczne w moim wieku? (nastolatek)
Interesuje mnie ostatni punkt. Cytuję:
,,Zachodzą zmiany w psychice".
Wszyscy nazywają ten czas okresem buntu, ale jednak musi być to czymś spowodowane. Odpowiedzią są wygórowane emocje. W życiu każdego się dużo dzieje. Momenty smutku i płaczu, zarówno jak te szczęścia i uśmiechu. Bardziej jednak dostrzegamy to co negatywne i ciężej nam o tym zapomnieć. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do omijania trudności życiowych i nie przejmowania się nimi, więc odgrywają one dla nas dużą rolę. Kłótnia z przyjacielem, zerwanie z drugą połówką, złe oceny, wyzwiska - to coś, czego sami nie umiemy się pozbyć. Tracimy wiarę w siebie i nastawiamy się pesymistycznie do świata i tego co się stało.
Ale przecież żyjemy dla chwil, więc po co się przejmować?
Fakt, to są tylko drobne błahostki, które stracą swoją wartość z czasem i nie będą miały żadnego wpływu na przyszłość. Sterujmy życiem tak, jakby to były szachy. Ty byłbyś rozgrywającym, a pionki ludźmi i wartościami z twojego otoczenia. Ty nimi kierujesz, od ciebie zależy czy przegrasz, czy wygrasz. Niech nie ominie cię wszystko co jest najlepsze, bo to jest stworzone specjalnie dla ciebie. Odbierz to na co zasłużyłeś, bo tym czymś nie są łzy. Bądź takim człowiekiem, o którym będą mówić z szacunkiem :)

sobota, 7 stycznia 2017

Wstęp do bloga

Tryb - Obserwator to pamiętnik z punktu widzenia skrytej, cichej i zapatrzonej w innych osoby.  Mogę powiedzieć wam o mnie jeszcze tyle, że wyróżniam się introwertycznym stylem osobowości.
Na czym polega?
Wolę przebywać sama, zamiast otoczona wieloma ludźmi, tak zwanymi 'przyjaciółmi'. Najlepiej,  gdy jest przy mnie tylko jedna osoba. Ktoś taki o kim dużo wiem i z czystym sercem potrafię wypowiedzieć: ,,Tak, to mój przyjaciel".
Czy w takim razie można mnie nazwać aspołeczną?
Ciężko stwierdzić. Mam kilka, szczególnie ważnych dla mnie znajomych, których cenię nade wszystko i jedyne co mi pozostało, to dziękować za poznanie tak wspaniałych ludzi. Jednakże od większej części społeczeństwa trzymam pewien dystans, tą granicę, którą mogłabym nazwać obserwacją.
Nie potrafię ufać zbyt wielu osobom i po prostu wiem, czuję to, że się czymś od nich wyróżniam.
Charakterem?
Przyznam, że jestem dość poważna jak na swój wiek, ale potrafię się śmiać lub rzucić jakimś dowcipnym tekstem, gdy tylko tego trzeba.
Wyglądem?
Mam swój charakterystyczny styl ubierania się, ale niespecjalnie wydaje mi się, że czarny kolor odstrasza. W porównaniu z innymi, raczej nie należę do żadnych subkultur, a przynajmniej nie wyrażam tego swoim wyglądem. Nie mam wymalowanych na czarno oczu i paznokci, nie noszę wisiorków z pentagramem wszędzie, gdzie tylko dało się je przyczepić, nie zakładam obroży z kolcami na szyję i nie dotyczą mnie jakiekolwiek inne powiązania do tych słynnych 'gimbusków emosików'. Więc czy na pewno problem tkwi we mnie?
Może to z powodu chęci trzymania się gdzieś za nimi i obserwacji tego co się dzieje, pozostając w samotności?
W końcu to dość ciekawe.
A może to zwykły strach i nieśmiałość?
W końcu o każdym krąży wiele plotek, które można obgadać :) Taka ludzka natura.
A może to wszystko związane jest ze stratą?
Stratą kogo? Tych osób, które już mam, tych których ilość mogłabym policzyć na palcach jednej ręki, a ich wartość wyliczyć przy spleceniu dłoni ludzi z całego świata i policzeniu ich wszystkich palcy.
Czy ten pamiętnik mogłabym określić jako pomysł na życie?
Myślę, że nie. Piszę go głównie dla swoich własnych przemyśleń, ale jeśli jednak kogoś ciekawi moje życie, to zachęcam do czytania. Pozdrawiam te osoby cieplutko - mówcie mi Yen :) To moja ksywka.