czwartek, 12 stycznia 2017

Bitwa na śnieżki

Powrót do domu po szkole... Zima... Dużo śniegu...
Co pierwsze kieruje się na myśl? Bitwa na śnieżki. Dla osób w tym wieku co ja, to przecież sama frajda, bo to czas szaleństw, śmiechu i wygłupiania się.

Opis dzisiejszego dnia, a dokładnie ta historia zaczęła się od powrotu do domu. Jako, że nasza szkoła jest sporo oddalona od miejsca zamieszkania większości osób, wszyscy dobierają się grupkami i wracają razem. Niestety z moją klasą spokojny powrót do domu w samotności jest niewykonalny. Znajdowałam się w 4 osobowej grupce (wliczając w to mnie). Nie szczególnie przepadałam za którąkolwiek z tych osób, ale nie miałam innego wyboru. Zaczęła się bitwa. Nie uczestniczyłam w niej.
Dlaczego?
Albo powodem jest czyste lenistwo, albo sam fakt, że noszę okulary, więc:
1. Szkoda by było gdyby się uszkodziły
2. Nie chciałoby mi się ich czyścić
Przez dłuższy czas zastanawiałam się, co ja tam w ogóle robię. Szłam i tępo wgapiałam się jak lepią malutkie kulki ze ślicznego, białego puchu po czym z niewielką siłą rzucają nimi w siebie wzajemnie. Widok ich uśmiechniętych twarzy i wielkiej radości budującej się w ich oczach był dość przyjemny... Ale do czasu... W pewnym momencie to wszystko prysło. Jak łapczywe i złośliwe sępy, zaczęli nabierać w swoje łapska tyle śniegu, ile tylko dało się unieść i rzucali nim w siebie najmocniej jak potrafili. Wszyscy byli przemoczeni, a na twarzach wymalowana była złość. Zaczęły się wyzwiska, przekleństwa, gonitwy i krótkie bójki.

Czy  naprawdę śnieg może zepsuć przyjaźń?
Między dwójką z nich przez to całe zajście powstała spora kłótnia. W sumie średnio mnie to interesowało, bo to tylko drobna błahostka, ale denerwowała mnie jedna rzecz. Dziewczyna, która szła koło mnie krzyczała na chłopaków z przodu, że zaś zaczynają, kiedy kilka sekund wcześniej sama rzucała w nich śniegiem. Jak oni jej oddawali, to zaczynała się taka ilość przekleństw i wyzwisk, że można było się zastanawiać czy chociaż jedno słowo w pojedynczym zdaniu nie należało do brzydkich słów. Twierdziła, że to wszystko to ich wina i są debilami, nawet nie umieją pomyśleć. Czy tam ktokolwiek myślał? No bo bez przesady robić z tego taką poważną sprawę.
Zimno Ci? Jesteś już zmęczona? Nie masz już na to ochoty? To powiedz to, a nie udawaj niewiniątka i nie zwalaj winy na innych, skoro problem tkwi w twoim zachowaniu i podejściu do nich i całej bitwy.

Jak to możliwe, że oni nawet nie zwrócili na mnie uwagi?
Hmm... Na końcu dostałam cios śnieżką w twarz, więc i tak musiałam czyścić te okulary, bo średnio było przez nie cokolwiek widać. Dlaczego oberwałam? Przypadkiem! Celował w kogoś innego;_;. Life is brutal.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz