niedziela, 29 stycznia 2017

Uśmiech jak złoto

Ferie się kończą, właśnie dzisiaj, za godzinę. Może nic nie osiągnęłam, nie zrobiłam nic ambitnego, ale zapamiętam ten rok na długo. Wyjazd w góry - hotel, do którego jeździmy co roku, bo właściciele willi są znajomymi rodziców. Nigdy nie lubiłam spędzać tam czasu. 

Dlaczego?
1. Spacery w górach to nie moja bajka. Nie widzę większego celu w 'podziwianiu natury' i chodzeniu przed siebie bez większego celu. W dodatku to strasznie męczące i kosztuje wiele energii, tym bardziej, że z natury mogłabym robić za postać promującą jeden z grzechów głównych - 'lenistwo'.
2. Nie szczególnie potrafię się dogadać z synem tamtych ludzi. Znam go od 5 klasy podstawówki, czyli dość sporo czasu. Podczas gdy ja wydoroślalam, on nie zmienił się nawet ciupinkę, nadal jest dzieckiem. Jest ode mnie rok młodszy, choć nie zwracam uwagi na wiek. Jednak jego zachowanie mówi samo za siebie, że coś jest nie tak. 

Dlaczego więc te ferie były takie wyjątkowe?
W ośrodku był również chłopak w moim wieku, z którym spędzałam każdą wolną chwilę. Z natury jestem nieśmiała, więc cieszę się, że on zagadał pierwszy, bo ja bym tego w ogóle nie zrobiła. Rozmawialiśmy. Dużo. O wszystkim. On był tą osobą, przy której mogłam się wyluzować, poczuć szczęście i ogólnie porozmawiać. Dużo się uśmiechał, ale to nie był zwykły uśmiech. Był śliczny. Taki drobny gest, a widać było w nim cały jego charakter i podejście do wszystkiego. Otóż był dla mnie bardzo miły, co doceniam, bo niezbyt wiele ludzi jest dla mnie takie. Ten jeden drobny gest sprawiał, że serce mi dygotało. Oddałabym wiele, żeby jeszcze raz go zobaczyć. Tyle optymizmu i radości w jednym wyrazie twarzy. Na swój sposób mu tego zazdroszczę. Mój pesymizm przewyższa mój wzrost, mówiąc prościej, żadko się śmieję. Przy nim robiłam to cały czas. Brakuje mi tego. Chcę znów cofnąć czas. 

A wy co?
Ferie przed kompem? Polecam poznać nowych ludzi - jeśli macie odwagę.



czwartek, 12 stycznia 2017

Bitwa na śnieżki

Powrót do domu po szkole... Zima... Dużo śniegu...
Co pierwsze kieruje się na myśl? Bitwa na śnieżki. Dla osób w tym wieku co ja, to przecież sama frajda, bo to czas szaleństw, śmiechu i wygłupiania się.

Opis dzisiejszego dnia, a dokładnie ta historia zaczęła się od powrotu do domu. Jako, że nasza szkoła jest sporo oddalona od miejsca zamieszkania większości osób, wszyscy dobierają się grupkami i wracają razem. Niestety z moją klasą spokojny powrót do domu w samotności jest niewykonalny. Znajdowałam się w 4 osobowej grupce (wliczając w to mnie). Nie szczególnie przepadałam za którąkolwiek z tych osób, ale nie miałam innego wyboru. Zaczęła się bitwa. Nie uczestniczyłam w niej.
Dlaczego?
Albo powodem jest czyste lenistwo, albo sam fakt, że noszę okulary, więc:
1. Szkoda by było gdyby się uszkodziły
2. Nie chciałoby mi się ich czyścić
Przez dłuższy czas zastanawiałam się, co ja tam w ogóle robię. Szłam i tępo wgapiałam się jak lepią malutkie kulki ze ślicznego, białego puchu po czym z niewielką siłą rzucają nimi w siebie wzajemnie. Widok ich uśmiechniętych twarzy i wielkiej radości budującej się w ich oczach był dość przyjemny... Ale do czasu... W pewnym momencie to wszystko prysło. Jak łapczywe i złośliwe sępy, zaczęli nabierać w swoje łapska tyle śniegu, ile tylko dało się unieść i rzucali nim w siebie najmocniej jak potrafili. Wszyscy byli przemoczeni, a na twarzach wymalowana była złość. Zaczęły się wyzwiska, przekleństwa, gonitwy i krótkie bójki.

Czy  naprawdę śnieg może zepsuć przyjaźń?
Między dwójką z nich przez to całe zajście powstała spora kłótnia. W sumie średnio mnie to interesowało, bo to tylko drobna błahostka, ale denerwowała mnie jedna rzecz. Dziewczyna, która szła koło mnie krzyczała na chłopaków z przodu, że zaś zaczynają, kiedy kilka sekund wcześniej sama rzucała w nich śniegiem. Jak oni jej oddawali, to zaczynała się taka ilość przekleństw i wyzwisk, że można było się zastanawiać czy chociaż jedno słowo w pojedynczym zdaniu nie należało do brzydkich słów. Twierdziła, że to wszystko to ich wina i są debilami, nawet nie umieją pomyśleć. Czy tam ktokolwiek myślał? No bo bez przesady robić z tego taką poważną sprawę.
Zimno Ci? Jesteś już zmęczona? Nie masz już na to ochoty? To powiedz to, a nie udawaj niewiniątka i nie zwalaj winy na innych, skoro problem tkwi w twoim zachowaniu i podejściu do nich i całej bitwy.

Jak to możliwe, że oni nawet nie zwrócili na mnie uwagi?
Hmm... Na końcu dostałam cios śnieżką w twarz, więc i tak musiałam czyścić te okulary, bo średnio było przez nie cokolwiek widać. Dlaczego oberwałam? Przypadkiem! Celował w kogoś innego;_;. Life is brutal.

niedziela, 8 stycznia 2017

Plakat

Po 3 dniach nie robienia niczego, ze względu na wolne, w końcu musiało się stać to -robienie plakatu w dwuosobowych grupach do szkoły. Jedyny sposób na spotkanie się z kimś, czy pod przymusem, czy nie, trzeba to zrobić. Plakat o temacie 'Akademia Dojrzewania'. Średnio interesującę. Przynajmniej mówię to za siebie. Znajomej z klasy ewidentnie się podobał, ze względu na to, że nie trzeba było robić dużo tekstu, tylko skupiać się głównie na rysunkach, którymi z kolei zajęłam się ja.

Czy jestem dobra w rysowaniu?
Po tym co odwaliłam, sama nie mam pewności. Lubię rysować. Wiadomo, jakieś hobby w życiu trzeba mieć. Jednak nie na tym chciałabym się w poście skupić, bo nie specjalnie lubię mówić o sobie i chwalić się czego to ja nie potrafię, bo jak przyjdzie co do czego, to i tak wszystko zepsuję. Mam zamiar omówić temat plakatu.

Z czym wam się kojarzy 'Akademia Dojrzewania'?
Na początku każdemu przychodzi do głowy coś głupiego. Więc chwilę pomyślcie. O czym? O tym jak całe życie się zmienialiście, żeby dojść do tego momentu, w którym utknęliście teraz. Miliony czynników każdego dnia wpływa na nasze zachowanie, psychikę, ogólnie to jakimi jesteśmy. Czy można powiedzieć, że w przyszłości dalej będziemy tym, kim jesteśmy? Na pewno w drobnej części. Staniemy się doroślejsi, rozważniejsi, lepsi w podejmowaniu dobrych decyzji i prawdopodobnie będziemy uczyć tego innych, obserwując ich kolej, na tą zmianę dążenia do bycia dorosłym. 

Ale czy nie należy się cieszyć chwilą?
Otóż to! Bo przecież na tym polega życie. Dorastanie jest czymś, co i tak nas nie ominie, więc po co się tym przejmować. W końcu sami kierujemy swoim życiem i sami zdecydujemy jacy będziemy.

Co jest charakterystyczne w moim wieku? (nastolatek)
Interesuje mnie ostatni punkt. Cytuję:
,,Zachodzą zmiany w psychice".
Wszyscy nazywają ten czas okresem buntu, ale jednak musi być to czymś spowodowane. Odpowiedzią są wygórowane emocje. W życiu każdego się dużo dzieje. Momenty smutku i płaczu, zarówno jak te szczęścia i uśmiechu. Bardziej jednak dostrzegamy to co negatywne i ciężej nam o tym zapomnieć. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do omijania trudności życiowych i nie przejmowania się nimi, więc odgrywają one dla nas dużą rolę. Kłótnia z przyjacielem, zerwanie z drugą połówką, złe oceny, wyzwiska - to coś, czego sami nie umiemy się pozbyć. Tracimy wiarę w siebie i nastawiamy się pesymistycznie do świata i tego co się stało.
Ale przecież żyjemy dla chwil, więc po co się przejmować?
Fakt, to są tylko drobne błahostki, które stracą swoją wartość z czasem i nie będą miały żadnego wpływu na przyszłość. Sterujmy życiem tak, jakby to były szachy. Ty byłbyś rozgrywającym, a pionki ludźmi i wartościami z twojego otoczenia. Ty nimi kierujesz, od ciebie zależy czy przegrasz, czy wygrasz. Niech nie ominie cię wszystko co jest najlepsze, bo to jest stworzone specjalnie dla ciebie. Odbierz to na co zasłużyłeś, bo tym czymś nie są łzy. Bądź takim człowiekiem, o którym będą mówić z szacunkiem :)

sobota, 7 stycznia 2017

Wstęp do bloga

Tryb - Obserwator to pamiętnik z punktu widzenia skrytej, cichej i zapatrzonej w innych osoby.  Mogę powiedzieć wam o mnie jeszcze tyle, że wyróżniam się introwertycznym stylem osobowości.
Na czym polega?
Wolę przebywać sama, zamiast otoczona wieloma ludźmi, tak zwanymi 'przyjaciółmi'. Najlepiej,  gdy jest przy mnie tylko jedna osoba. Ktoś taki o kim dużo wiem i z czystym sercem potrafię wypowiedzieć: ,,Tak, to mój przyjaciel".
Czy w takim razie można mnie nazwać aspołeczną?
Ciężko stwierdzić. Mam kilka, szczególnie ważnych dla mnie znajomych, których cenię nade wszystko i jedyne co mi pozostało, to dziękować za poznanie tak wspaniałych ludzi. Jednakże od większej części społeczeństwa trzymam pewien dystans, tą granicę, którą mogłabym nazwać obserwacją.
Nie potrafię ufać zbyt wielu osobom i po prostu wiem, czuję to, że się czymś od nich wyróżniam.
Charakterem?
Przyznam, że jestem dość poważna jak na swój wiek, ale potrafię się śmiać lub rzucić jakimś dowcipnym tekstem, gdy tylko tego trzeba.
Wyglądem?
Mam swój charakterystyczny styl ubierania się, ale niespecjalnie wydaje mi się, że czarny kolor odstrasza. W porównaniu z innymi, raczej nie należę do żadnych subkultur, a przynajmniej nie wyrażam tego swoim wyglądem. Nie mam wymalowanych na czarno oczu i paznokci, nie noszę wisiorków z pentagramem wszędzie, gdzie tylko dało się je przyczepić, nie zakładam obroży z kolcami na szyję i nie dotyczą mnie jakiekolwiek inne powiązania do tych słynnych 'gimbusków emosików'. Więc czy na pewno problem tkwi we mnie?
Może to z powodu chęci trzymania się gdzieś za nimi i obserwacji tego co się dzieje, pozostając w samotności?
W końcu to dość ciekawe.
A może to zwykły strach i nieśmiałość?
W końcu o każdym krąży wiele plotek, które można obgadać :) Taka ludzka natura.
A może to wszystko związane jest ze stratą?
Stratą kogo? Tych osób, które już mam, tych których ilość mogłabym policzyć na palcach jednej ręki, a ich wartość wyliczyć przy spleceniu dłoni ludzi z całego świata i policzeniu ich wszystkich palcy.
Czy ten pamiętnik mogłabym określić jako pomysł na życie?
Myślę, że nie. Piszę go głównie dla swoich własnych przemyśleń, ale jeśli jednak kogoś ciekawi moje życie, to zachęcam do czytania. Pozdrawiam te osoby cieplutko - mówcie mi Yen :) To moja ksywka.